FSO Warszawa – samochód był produkowany w latach 1951–1973

FSO Warszawa

Samochód stworzony dla patriotów.


Popularna przed wieloma laty, marzenie tych bardziej uprzywilejowanych obywateli PRL-u lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, auto które można spotkać na polskich drogach mimo, iż od zakończenia produkcji minęło ponad trzydzieści lat…. Ale również i samochód, który staje się u nas klasykiem i autem prawie kultowym.

Więcej, na II Zimowym Zlocie Syren i Warszaw w Łodzi w marcu 2004 r. pojawiło się więcej warszawianek, niż w roku poprzednim. Mało tego, autka są w coraz lepszym stanie, odbudowywane czasami od podstaw mają coraz mniej "wynalazków" i są coraz bardziej zgodne z oryginałem, co jest przecież coraz trudniejsze do wykonania, zważywszy, że prawie nieosiągalne są już choćby na rynku wtórnym czy aukcjach internetowych elementy blacharskie, np. zderzaki.
Niestety w mojej rodzinie warszawianka żadna się nie pojawiła, tylko brat matuli posiadał ich kilka, zawsze były obiektem mojej zazdrości i podziwu… Raz tylko przed prawie trzydziestu laty miałem "przyjemność" holowania zimą warszawianką przez kilkadziesiąt kilometrów syrenki po oblodzonej szosie. Wrażenia były nie do opisania, auta szły jak burza, skarpetą z zaciągniętym "ręcznym" rzucało z lewej na prawą stronę. Całe szczęście, że były bandy śnieżne po pługu odśnieżającym - to i dojechaliśmy do stolicy.

  W moich zbiorach było kilka warszawianek, w tym jedna piękna, czerwona i garbata. Niestety były w moim życiu obok lat tłustych i chude więc zdarzyło się iż musiałem rozstać się z garbatą - przed rozwodem aby jej nie dzielić na pół. Życie dopisało szczęśliwe zakończenie - dziś jest ona eksponatem muzeum motoryzacji w Krakowie. Nie rozpaczam bardzo po niej ponieważ zewnętrznie była śliczna, natomiast mechanicznie była skundlona: z silnikiem górnozaworowym i skrzynią biegów od uaz-a, biegami w podłodze.

Granatową 204-ką sedan, którą też kiedyś przez kilka lat posiadałem, młody człowiek codziennie rano dojeżdża do pracy w Warszawie.  
Byłem również "posiadaczem" jasno szarej 224 z 1970 roku, którą nabyłem od emerytowanego pułkownika LWP. Auto tow. pułkownika przez kilkanaście lat woziło go służbowo, później z nim przeszło na emeryturę. Na szczęście nie dokonano żadnych rewolucyjnych "usprawnień" i jest w 100% oryginalne, włącznie z blachami błotników!  
Ponieważ trzeba było odrobinę pewne elementy szpachlować, to całościowo położony został również lakier i… autko odpalało zawsze za pierwszym razem nawet po kilku tygodniach stania.
O tym jak jest wygodne najlepiej świadczy fakt, iż malutka córeczka przyjaciela zwykła mawiać: "Ja chcę jechać z tym wujkiem co ma takie autko w którym z tyłu jest wersalka jak u babci!!…"
Oczywiście chciałbym powrócić do tematu garbuski, ale jestem realistą i kasy nie wystarczy aby kupić taką zgodną z oryginałem, natomiast doprowadzenie "kundla" do oryginału wydaje mi się prawie już dziś niemożliwym przedsięwzięciem. Choć mam komplet błotników i oryginalne fabrycznie nowe światła tylne, to jest już coś na początek…
  Latem również 2005 roku, po nieudanym "zamachu" na moje życie i zdrowie (przyszło mi zmieniać na "gierkówce" w ponad 35° upale koło, co okupiłem na szczęście przejściowymi kłopotami z serduchem, a trzeba wiedzieć, że wymiany koła można dokonać podnosząc tył pojazdu na dwa podnośniki, jeden podstawiany pod budę, drugi pod tylny most, o ciężarze koła od warszawianki już nie będę wspominał) "Biała Dama" trafiła w ręce Pana Marcina z Warszawy. Że zaś trafiła dobrze to mogłem poźniej kilkakrotnie przekonac się spotykając ją na zlotach. Szkoda było się z nią rozstawać, ale dosłownie i w przenośni "była ponad moje siły".

FSO Warszawa - wnętrze

syr100_4