Pierwszy polski mini-van

Syrena 105 Bosto

 

Syrena Bosto

Był to więc taki jeden z pierwszych europejskich minivanów, choć takie "blaszaki" produkowali już producenci francuscy i włoscy. Kiedy więc w moich zbiorach były już: 100, 110 i laminaty to naturalną koleją rzeczy było rozpoczęcie poszukiwań modelu Bosto. Trwało to niestety dość długo, ponieważ ta wersja nadwoziowa była dość intensywnie eksploatowana przez użytkowników. Do naszych czasów - mimo iż od zakończenia produkcji modelu płynęło tylko nieco ponad ćwierć wieku - dotrwało niewiele egzemplarzy zadbanych, o znacznym stopniu oryginalności, przede wszystkim z powodu podatności na korozję zewnętrznych elementów nadwozia. A ponieważ "blachy" do tego modelu były stosunkowo trudne do nabycia (rzemiosło praktycznie ich nie wytwarzało), to co pozostało można określić krótko "strychnina". Ale dobry Bóg czuwał nad swoim grzesznym synem, rozwodnikiem i pewnego pięknego wiosną 2004 roku w poczcie elektronicznej znalazłem propozycję odsprzedaży takiego auta, a właściwie chyba trzech egzemplarzy. Jeden odpadł z powodu paranoidalnej ceny, nieadekwatnej nawet do wizualnej propozycji (chyba to była najwyższa cena za 1 kg korozji), drugi był na fotkach nawet przyzwoicie wyglądającym autkiem, ale "posiadacz", myślę że handlarz-pośrednik, przekonywał mnie o wyjątkowej wartości historycznej i unikalności jego egzemplarza. Natomiast trzecia propozycja zaintrygowała mnie. Ze Złotowa, od sympatycznego Pana Józefa Czajki - nauczyciela z jednej z tamtejszych szkół średnich otrzymałem propozycję odkupienia "bostonki" stanowiącej własność jego taty, emerytowanego pszczelarza. Choć młoda wiekiem (rocznik 1983) miała już bogaty i ciekawy życiorys, rodem jak z kryminalnych filmów. Ponieważ została zakupiona przed ponad dwudziestoma laty z salonu przez starszego już pana, to nie została "skatowana", a służyła okazjonalnie do wożenia słoików z miodem z własnej pasieki na okoliczne targowiska. Łącznie przejechała "w swoim życiu" nieco ponad 35.000 km! Tyle, że… Została skradziona właścicielowi i użyta przez lokalnych gangsterów do dwóch napadów na sklepu GS-u i na jeden magazyn. Znaczy się była narzędziem przestępstwa, jako że jej duża powierzchnia ładunkowa pozwalała na załadowanie wielu kartonów z deficytowymi wtedy winami marki "wino", cukrem, makaronem i innymi trudno dostępnymi produktami… Niestety przeciążona ładunkiem i złodziejami wpadła na drzewko w lesie, rozbiła sobie błotnik i reflektor, zablokowała koło i zakopała się w piachu. Na szczęście wrogie, antysocjalistyczne elementy i pasożyty nie znały brutalnych metod naszych współczesnych mafiosów w czarnych bmw i "bostonka" została… rozładowana z trefnego towaru i… własnie - nie spalona, a porzucona w lesie!!! Kiedyś też, przed laty włościanie nie rozbierali porzuconych w lesie autek przez pół godziny na części, a tylko powiadomili ukochaną, socjalistyczną milicję o znalezisku. I autko powróciło do właściciela. Po remoncie zatartego silniczka skarpeta zagdakała swoim urodziwym grzechotem urokliwą melodię i roznosząc woń paliwa zmieszanego z miksolem jeździła w okolicach ślicznego miasteczka Węgorzewem zwanego. Później przez kilkanaście lat właściwie garażowała, aż właściciel garażu postanowił odzyskać swoją własność dla świeżo nabytego auta.

Syrena 105 Bosto - Tył

1280px-FSM_Syrena_Bosto-sł