Prototypowy samochód od FSO

FSO Syrena 110

 

JAK WYGLĄDA SYRENKA 110-TKA KAŻDY WIE…

…A tak przynajmniej każdemu się wydaje. Nie będę ukrywał, że każdemu, kto "dotknięty" został bakcylem zbierania starych autek marzy się, aby w jego kolekcji znalazł się egzemplarz tego modelu, którego nikt jeszcze nie posiada, lub jest w posiadaniu nielicznych. Kiedyś tam "dawno, dawno temu…", jak mawiają w pięknych bajkach, gdzieś tam w zakamarkach pamięci przewijał się dziwny, nowoczesny - jak na tamte piękne lata sześćdziesiąte obraz SYRENY 110. Ot, takiego autka, które bez wstydu można było zaparkować przy nowych modelach zachodnich autek. Niestety, jak to u nas bywało, tak i w przypadku tego autka historia skończyła się na serii 14-15 prototypów i sprawa upadła… Minęło latek trzydzieści i pięć, po latach bezskutecznych poszukiwań choćby śladu tego autka pewnego dnia, jakieś ponad dwa lub trzy lata temu w lokalnej prasie z ogłoszeniami motoryzacyjnymi w rubryce "sprzedam skodę" natrafiłem na ogłoszenie ze zdjęciem. Rzuciłem na toto okiem i przekartkowałem dalej, ale ostro coś tam zadzwoniło w mojej łepetynie… Wróciłem na oglądaną przed chwilą stronę i nad ogłoszeniem o treści: "skodę 0,9 l. sprzedam…" było zdjęcie 110-tki z przyczepionym z przodu zderzakiem-szyną ze "zubożonej" wersji poloneza model '84. Zadzwoniłem pod wskazany telefon i następnego dnia pojechałem sobie te ponad 300 km w jedną stronę, aby cudo zobaczyć. A - proszę mi wierzyć - warto było. W szopie bez drzwi, w rogu pod stertą szmat i koców stała ONA, zakurzona, brudna z zatartym silnikiem, rozwaloną pompą wodną i smętnie zwisającym wiatrakiem chłodnicy, ale piękna i w zasadzie zewnętrznie nie zgryziona zebem czasu… Okazało się, iż dopiero w początkach lat 80. pracownikowi udało się odkupić ten egzemplarz, który zawędrował aż do FSM w Bielsku Białej. Na szczęście dla mnie i dla przyszłych pokoleń radość nowego nabywcy nie trwała zbyt długo, rajdując po wiejskich drogach zatarł pompę wodną, która zwyczajnie się rozpadła, a wirnik chłodnicy rozwalił tę tak skutecznie, iż silnik stanął "na amen". Potencjalni nabywcy oglądający ten dziwny syrenkowski silnik z chłodnicą z przodu, dość skutecznie poprzerabiany, również zewnętrznie - albo proponowali kilkaset złotych jak za złom, albo sobie już nawet bez targu odpuszczali temat. Ja tam dla zasady potargowałem się, ale tylko trochę, aby nie zniechęcić sprzedającego i szybko dobiliśmy targu i w tydzień później na lawecie, budząc powszechną ciekawość autko pomknęło do złotych rączek Pana Mirka z warsztatu "Wanda" w Kroczewie (polecam), gdzie zostało rozebrane na części, a silnik w trybie pilnym do warsztatu remontującego wspaniale silniki w Łomiankach-Dąbrowie. Pompę wodną odbudował od podstaw warsztat na warszawskim Powiślu. Niestety felgom-wynalazkom (gdzie środek od 15", został ręcznie wspawany w obręcz 13"), do dnia dzisiejszego nikt nie może "pomóc" i kółeczka w czasie jazdy latają jak na filmach z kaczorem Donaldem… Ale już od lat prawie dwu silniczek gra tę najpiękniejszą dla uszu muzykę i autko pomyka po ulicach, było wystawiane na dwóch ostatnich Piknikach Lotniczych w Góraszce oraz na zlocie Syren na warszawskiej Woli przed dwoma laty. Artykuły o nim znalazły się również na łamach "Motoru" i "MOTOPASJI". Ostatnio dotarły do mnie zdjęcia (wykonane niestety nocą) z Podlasia, gdzie w przysłowiowych resztkach właściciel urządził sobie śmietnik. Mam nadzieję że po tej zimie coś tam z tego jeszcze zostało, ale dostępu do tych resztek, (części mechanicznych) "posiadacz" broni jak braciszkowie klasztoru z Jasnej Góry w Częstochowie… Jest jeszcze jeden egzemplarz tego auta w Muzeum Techniki w Warszawie, ale odrobinę wewnętrznie zdekompletowany, choć trzeba przyznać iż odnowiony z dużym nakładem sił i środków - aż miło na niego popatrzeć. Czy zachowały się jeszcze jakieś egzemplarze - trudno mi powiedzieć, wszystkie docierające do mnie wieści są przekazywane na zasadzie "jedna pani, drugiej pani powiedziała coś…" Mój egzemplarz na podszybiu pod maską silnika i w dowodzie rejestracyjnym posiada wybity numer 00012. Wyposażony jest w silnik S-31, ale z dość gruntownymi przeróbkami - m.in. posiada po cztery pierścienie na cylindrze, prototypową pompę wodną, bardzo wąską chłodnicę z przodu i nietypowy wiatrak chłodnicy. Ponoć do tych kilkunastu egzemplarzy wkładano również silnik od audi 50, czy też jeden-dwa prototypowe silniki 4-suwowe rodzimego pomysłu. Oprócz rewolucyjnie nowoczesnego nadwozia samonośnego, jak z innej bajki brzmią założenia, iż do remontu z pojazdu miał być wyjmowany pełny zespół napędowy z zawieszeniem i kołami a wkładany klientowi zastępczy, aby ten mógł w tym czasie dalej korzystać z pojazdu… Autko płynie po szosie, nieco kołysząc z powodu źle wspawanych środków felg, ale ten cudowny dźwięk równo pracującego silniczka i przestronne wnętrze sprawiają, iż kierowca czuje się jak przeniesiony w czasie do innej epoki, teoretycznie powszechnej szczęśliwości…

Syrena 110

2

Syrena 110 - zdjęcie tyłu samochodu.

3