O autkach Syreny laminaty
  


 

JAK ONA SIĘ RODZIŁA, TO JUŻ BYŁEM PRZEDSZKOLAKIEM…
- CZYLI HISTORIA MOJEJ SYRENKI 100 - ROCZNIK 1958!

Zanim JĄ ujrzałem stojąca pod drewnianą wiatą na wsi pod Górą Kalwarią, obejrzałem już kilka lub kilkanaście setek w ciągu dobrych kilku lat. Niestety, czasami po kilkuset kilometrach jazdy i zapewnieniach właścicieli, iż auto jest w dobrym stanie - okazywało się, iż resztki karoserii wystają z pokrzyw w rogu podwórka. ONA natomiast odpaliła za pierwszym razem, stawiając zasłonę dymną i samodzielnie ruszyła z miejsca. Blachy drobinę jej przy tym falowały, jako że korozja i korniki błotniki jej dołem zeżarły. Ale co najważniejsze konstrukcyjnie i mechanicznie nie była przerabianą. Podwijane drzwi i nietypowe zawieszenie na kołach 16-calowych - to było to, o czym marzył samotny czterdziestolatek. Papiery też były OK, nawet przegląd był ważny jeszcze około tygodnia…

To i po próbie wstępnej podjęliśmy próbę samodzielnego "na kołach" dotarcia do stolicy.

Niestety stawiana zasłona dymna, zawrotna prędkość w granicach 40/50 km/h oraz grzanie się silnika i brak doświadczenia w kierowaniu pojazdem z nie zsynchronizowaną skrzynią biegów sprawiły, iż po kilkunastu kilometrach poddałem się i jazdę dokończyłem już na sznurku.

Dalej rzeczywistość była już mniej romantyczna i bezproblemowa. Długie miesiące poszukiwań, które zaowocowały następnymi dwoma, mniej lub bardziej zdekompletowanymi egzemplarzami, ale z lepszymi błotnikami. Jeszcze dłuższe poszukiwanie oryginalnych szkieł lamp przednich, nie mówiąc już od czerwonych światłach tylnych i remont od podstaw, ciągnący się miesiącami.


Ale to co teraz człowiek odczuwa jadąc trasą gdańską do Warszawy, lub wystawiając ją na którymś ze zlotów lub na pikniku lotniczym w Góraszce, z nawiązką wyrównuje wszelkie stresy i kłopoty przy jej odbudowie. A i czasem nawet na "autostradzie" E7 za Zakroczmiem, to nawet popędzi jak szalona i sześćdziesiątkę na liczniku przekroczy…


Najważniejsze jest jednak to, iż udało się uratować od hutniczego pieca coś naprawdę pięknego i urzekającego, świadectwo polskiej myśli technicznej połowy lat pięćdziesiątych, która jednych może śmieszy, dla drugich zaś jest powodem do wspomnień, wzruszeń, czasami zaś nawet łez…


     
O autkach Syreny laminaty