Rajdy, zloty... O autkach napisano
  


 

DO ŚLUBU?! - CZEMU NIE!

Kiedy kilka ładnych lat temu w moich zbiorach pojawiła się pierwsza granatowa warszawianka 223 sedan (ta "nowocześniejsza" wersja), a nieco później czerwona" garbata M20, to poczęli się zgłaszać do mnie młodzi zdesperowani ludzie, którzy postanowili, iż - wtedy jeszcze jeździło się najpierw do "cywilniaka", później do "kościelnego" - do ślubu pojadą nie taksówką mercedesem a solidnym, trzydziestoletnim autem rodzimej produkcji - warszawianką! Zdarzało się to coraz częściej. Dzięki temu również, powiększały się moje zbiory motoryzacyjnych staroci, zapasy "nieużywanych, fabrycznie nowych" części do syrenek i warszaw, oblachowania, ktore zakupione przed laty w myśl hasła: "Bo to się kiedyś przyda...", do dnia dzisiejszego przetrwały w garażu czy na strychu u dziadka.

Dziś oczywiście można bez problemu pojechać "okularnikiem" wujka, kilkumetrową limuzyną z barkiem "made in usa", czy innym widocznym dowodem rodzinnego dobrobytu. Ale można też pojechać starą warszawianką. mercedesem czy peugeotem. Dla dzisiejszych nowożeńców, dwudziestoparolatków są to już zupełnie egzotyczne i zapomniane auta. Wybór należy do nowożeńców. Mają one jednak tę zaletę, iż tak skutecznie odwracają uwagę przechodniów i zaproszonych gości, iż znacznie powiększony i zaokrąglony brzuszek panny młodej, ci ostatni dostrzegają dopiero w kościele....

Niestety, w minionym okresie i czasy były łatwiejsze, a podstawowa, zawodowa działalność przynosiła dochody pozwalające utrzymać na przyzwoitym poziomie stale rosnące stadko motoryzacyjnych staroci... Dziś, niestety autka muszą zacząć się same - przynajmniej po części utrzymywać. Choć nie rezygnuję w dalszym ciągu z wymiany: "Autko - za motoryzacyjne starocie!". Dla firm istnieje możliwość udostępnienia pojazdów do celów reklamowych (z wystawieniem faktury VAT). Wracając zaś do dnia uroczystych zaślubin, ponoć jedynego takiego dnia w życiu (choć zdarzyły mi się już dwa śluby z jednym i tym samym panem młodym, ale za to dwiema różnymi pannami młodymi), to na dzień dzisiejszy mogę zaproponować: klasycznego srebrzystego mercedesa 115-tkę z 1970 r., peugeota 504 - autko jakim jeździli ministerialni dyrektorzy na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, peugeota 404-kę - jakim w połowie lat sześćdziesiątych jeździł Louis de Fouines, czy starą, ale poczciwą warszawiankę 223.

Dla szczególnie odważnych mogę zaproponować "limuzynę" dziadka, czyli syrenkę 105 "bosto" lub 105-tkę w wersji "lux"... Wszystkie - do obejrzenia na stronkach poświęconych poszczególnym modelom, a po dokonaniu wstępnego wyboru, osobiście - kilkanaście kilometrów od Płońska. A dla tych, którzy nie znajdą tego "wybranego", pozostaje zawsze jeszcze, ten już klasyk: 17-letni czarny, lśniący mercedes 124 300E, klasyk, jak mawiają Niemcy, też już "youngtimer".

Do Czytelnika należy ocena, czy młodzi na załączonych fotkach wygladają naprawdę ciekawie obok motoryzacyjnych staruszków i czy warto raz jeszcze poczuć się jak gomółkowsko-gierkowski dygnitarz, "...kiedy Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej...", a przynajmniej mniej nerwowo...




     
Rajdy, zloty... O autkach napisano