Samochód produkowany w latach 1957-1960

Mikrus MR-300

 

MIKRUS MR300

Już kilka ładnych lat temu w lokalnej, dolnośląskiej prasie natrafiłem na ogłoszenie o sprzedaży mikrusa za ówczesne 5.000.000 zł., co jak na tamte czasy nie było wcale sumą dużą. A i góral potrafił w rozmowie telefonicznej zachęcić, jakie to ekstra autko… No i pojechałem, ale to co zobaczyłem było już mniej budujące: autko było dosłownie wrośnięte i wmarznięte w glebę podwórka. Aby otworzyć drzwi i dostać się do środka trzeba było wstawić "farelkę" i na kilka godzin podłączyć, odpalić silnika się już nie udało… Ale jak miłość od pierwszego razu, to zakup został dokonany. Autko schowaliśmy do dostawczego mercedesa 207 i przyjechaliśmy do domku, gdzie okazało się że numerki na słupku drzwi niezbyt zgadzają się z tymi w papierach (a szansa była stosunkowo duża, prawie 1:1800, bo tyle tych autek wyprodukowano). I już po kilkunastu miesiącach mikrus został odbudowany, ale kłopoty z papierami a później z silnikiem sprawiły, że do dziś jest egzemplarzem stojącym, który robił "za wabika" m.in. na targach motoryzacyjnych na moim stoisku w końcówce lat dziewięćdziesiątych ub. wieku… Ale właśnie pokazywanie publicznie tego autka sprawiło, iż zgłosił się starszy pan inżynier z Mławy, który posiadał kiedyś takie autko i od którego udało się nabyć wiele fabrycznie nowych części… które umożliwiły odbudowę drugiego egzemplarza. Na ten drugi - dziś w fabrycznym błękitnym kolorze natrafiłem w mieście Łodzi. Był nawet "jeżdżący" tzn. on jeździł jak chciał i kiedy chciał, miał nawet dowód rejestracyjny, nie został szczęśliwie wyrejestrowany… I mimo, iż od ostatniego przeglądu minęło lat dwadzieścia i kilka, to udało się dzięki uprzejmości urzędników (tak też się zdarza czasami) dotrzeć do dokumentów, które kilkakrotnie były przenoszone z likwidowanych urzędów do kolejnych i dziś autko jest normalnie zarejestrowane, choć dymi niemiłosiernie przez pierwszy kwadrans jazdy, to kilka razy w roku asfalt jest jego! No, może to zbyt górnolotnie powiedziane ale fakt jest faktem, że wszystko odbywa się zgodnie ze schematem: krótka jazda - dłuższy remont, krótka jazda - dłuższy remont, itd. Droga jednak z łódzkiego podwórka na podwarszawskie ulice była długa i wyboista, remont trwał kilkanaście miesięcy, ale warto było. Niestety autko ma jedną poważną wadę: kiedy się ma ponad 180 cm i ponad 100 kg wagi stosunkowo łatwo zająć miejsce za kierownicą, o wiele trudniej później z niego się wydostać… Doprowadzenie autka do stanu w jakim się znajduje było możliwe, tylko dzięki kilkudziesięciu kilogramom części szczęśliwie zakupionych w Mławie, czy Wrocławiu.

Mikrus - Przód samochodu

1

Mikrus - unikatowa wersja w kolorze żółtym

3