Polski klasyk lat 60-70

FSO Syrena 105

 

MERCEDES 115 - Niemiecka technologia w akcji

Ponieważ konieczność awaryjnego holowania któregoś z wyrobów ludowego przemysłu motoryzacjnego z czasów PRL-u czasem się zdarza, to i niestety jest kłopotliwe od pewnego już czasu zastanawiałem się nad nabyciem auta, które "robiłoby" za holownik lub ciągnik do lawety. Padło na mercedesa 115. Szukałem, przeglądałem ogłoszenia prasowe i internetowe, aż natrafiłem na coś co wydawało się być interesującą ofertą. Pojechałem te ponad 500 km, obejrzałem i nabyłem. I oprócz stania się szczęśliwym posiadaczem ponad 30-letniej limuzyny ze wspomaganiem - drugi raz w życiu dałem się "walnąć w rogi" jak zwykły żółtodziób. Może pewnym pocieszeniem jest to, iż nie poznali się na tym picowaniu również zaprzyjaźnieni mechanik i lakiernik. Ale zaczęło wyłazić "szydło z worka", a styropian w małych kawałkach z nadkoli tylnych i wnętrza drzwi… Trzeba było się poważnie zastanowić nad remontem blacharki i ponownym położeniem lakieru. I wtedy przy rozbiórce, jak przy dobieraniu się do kobiety dojrzałej i po przejściach nie raz jeden chciało się zapłakać… Na szczęście udało się znaleźć dzięki rodzinie porządny zakład blacharsko-lakierniczy w Olsztynie, który podjął się remontu. A było co przy niej robić. Komplet nowych błotników przednich, pas przedni, reperaturki tylnych udało się bez problemu za stosunkowo niewielkie pieniądze kupić w jednej z warszawskich hurtowni, a gumy szyb i uszczelki drzwi sprowadzić z Niemiec. Dziś z nowym pięknie położonym lakierem - jak dobrze zakonserwowana paniusia w jej wieku - budzi powszechne zainteresowanie na ulicy, stacji benzynowej czy na zlocie. Naukę wyniosłem z tej mojej przygody jedną - przy kupnie 115tki, czy innego również dojrzałego modelu nieodzownym wyposażeniem winien być szpikulec, gruba igła czy szydełko. A ile radości musieli mieć na tym Pomorzu, ci którym udał się wcisnąć warszawiakowi tak ślicznie i fachowo" podpicowany" egzemplarz… Ale dziś, kiedy jacyś desperaci - pociechy moich przyjaciół chcą wybrać się do kościoła lub do USC, to z kilku propozycji wybierają najczęściej "srebrną strzałę". I na koniec, mimo, że autko ma prawie trzydzieści pięć lat, to bez zmęczenia można pokonać nim trasę nawet 300-400 km (co gwarantują fantastyczne fotele, wygodniejsze od tych spotykanych w autach współczesnych oraz działające bez zarzutu wspomaganie…). A i spalanie tej nieco wołowatej 200-tki zamyka się bez problemu w 9-9,5 l. ropy na 100 km! I powiem szczerze: naprawdę szkoda jej do holowania syrenki czy warszawianki…

Mercedes 115 - Przód samochodu

1

Fiat 125 - wnętrze samochodu

Mercedes 115 - wnętrze