Samochód produkowany w latach 1971-1995

Fiat 127P

 

FIAT 127p

Kiedyś tam, przed laty w drugiej połowie lat siedemdziesiątych w domu pojawił się następca trabanta (zwanego szumnie w papierach "limuzyną") poczciwy, mały, głośny i niewygodny oliwkowy maluszek z chromowanymi jeszcze zderzakami. Nie będę ukrywał, iż po bagażniku "mydelniczki", w którym mieściło się trzy worki kartofli zakupionych u zaprzyjaźnionych włościan i gdzie cztery osoby miały zapewniony względny komfort podróżowania, jazda poczciwym maluszkiem wydawała się karą za grzechy niepopełnione. A przecież, gdzieś tam nieśmiało wspominano w fachowej prasie, iż tak naprawdę to nie model 126 ale 127 miał być początkowo w/g planów produkowany w naszym kraju. Niestety, nawet w epoce budowania socjalizmu, kraju powszechnej szczęśliwości połowa lat 70-tych do czasów szczęśliwych w PRL-u już nie należała. Zaczęło się gotować i wrzeć w kraju nad Wisłą. A jako że realia gospodarcze - nawet w tamtych czasach - opierały się na kasie, której wiecznie brakowało to i... Postanowiono pomóc włoskim komunistom i koncernowi Fiata i zakupić zdecydowanie mniejszy, gorszy, słabszy a przede wszystkim znacznie tańszy samochód dla ludzi pracy - malucha. Stąd danym mi było w tamtych latach tylko, raz czy dwa podróżować większym bratem z Turynu czyli 127-ką. Niestety wspomnienie "luksusu" pozostało na długie lata. Choć aby oddać sprawiedliwość tow. Gierkowi i ówczesnym decydentom dla politycznego picu, czyli ówczesnej "propagandy sukcesu" w FSO montowano wtedy krótkie serie "polskich" fiatów 127, 128, 131 i 132. Kiedy w połowie 2008 roku zgłosiła się do mnie szczęśliwa posiadaczka "spadkowego" fiata 127p (niestety II generacji z 1980 r., "wyprodukowanego" przez Polmozbyt w Lublinie), to zważywszy na to iż rozstałem właśnie się ze swoim 125p - "rybka chwyciła". Niestety przez pierwsze 2-3 miesiące moje możliwości a sugerowana cena prze właścicielkę wyraźnie się rozmijały. Autko stało więc sobie dalej w garażu. Nieco ponad 55.000 km przebiegu, jeden właściciel od nowości, faktura zakupu, przyzwoity stan mechaniczny oraz blacharki (prawie w całości oryginalny) - to były argumenty "za", "przeciw" - poza wątpliwościami, czy autko da sobie radę pokonać te ponad 300 km do domciu, po ponad dwuletnim postoju, w zasadzie właściwie nie było. Mijały, dni, tygodnie miesiące i w końcu... dogadaliśmy się. Pojechałem raz pierwszy, pogrzebałem, odpaliłem i pojechałem prawie z marszu na przegląd. I udało się, może dlatego, iż wcześniej był regularnie serwisowany w miejscowym Polmozbycie. Późnym wieczorem dotankowałem i... wbrew zdrowemu rozsądkowi nocą ruszyłem spod Krakowa do Warszawy. Początkowo 50, 60, 70 km/ a później już za Kielcami nawet kilka razy przekroczyłem setkę. Nad ranem byłem w Warszawie. Niestety, ponieważ ze starymi autkami jest jak z dojrzałymi kobietami, to po wstępnym przeglądzie i rozebraniu "Zielonej Żaby" okazało się, iż oprócz profilaktycznej wymiany płynów, filtrów, paska rozrządu, zacisków i klocków trzeba było wymienić również na nowe oponki na przodzie... Prawdziwą radością było również dokładne umycie pojazdu z komorą silnikową włącznie, której nikt jak myślę nie tknął od nowości... I autko zaczęło wyglądać jak "spod igły", że aż cacy. Do wiosny 2009 roku przejechałem nim ponad 2.500 km, uwag negatywnych - żadnych. W środku miejsca nawet jak dla mnie (ponad 100kg żywej wagi!) wystarczająco, silniczek 1050 cm żwawy o niewielkim spalaniu ok. 6 l. w trasie, w mieście ok. 7-8l/100 km. Autko dość miękkie, dobrze przyspieszające i do 100-tki trzymające się nawierzchni, powyżej 120 km/h już człek ma trochę stracha to i nie przeginam. Niestety, ponieważ rok 1980 był raczej trudnym w naszej historii, a i włosi traktowali nasz rynek jak Bangladesz czy Somalię, to... trafiały do nas wersje wyjątkowo ubogie np. bez obrotomierza, zegarka, osłony bagażnika, wycieraczki szyby tylnej ale za to z pompką spryskiwacza ręczną i gumową. Autko publicznie zadebiutowało w listopadzie ub. roku na seansie filmowym w Letnim Samochodowym Kinie Nocnym na Placu Konstytucji w Warszawie. Wzięło również udział w warszawskiej paradzie i zbiórce z okazji corocznego koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nawet już zostało wypożyczone 50-latkom na sentymentalną wycieczkę po stolicy, a nawet zawiozło nowożeńców do ślubu.

Fiat 127p - przód samochodu

fiat 127p